Kto po wypadku składa wycenę zamiast ekspertyzy, traci często tysiące euro — utratę wartości, zabezpieczenie dowodów i podstawę do negocjacji. Tu prawda, prosto wyjaśniona.
Po wypadku wielu poszkodowanych dostaje pismo od ubezpieczyciela sprawcy ze wskazówką: „Proszę uzyskać wycenę z warsztatu i przekazać ją nam".
Brzmi jak życzliwa pomoc. Tak nie jest. Powód jest prosty: wycena dla ubezpieczyciela jest znacznie tańsza niż pełna ekspertyza. Co przy tym Państwo tracą — poniżej.
* Przy wypadku nie z Państwa winy — roszczenie odszkodowawcze według § 249 BGB.
Pojazd naprawiony po wypadku jest przy odsprzedaży mniej wart — nawet jeśli naprawa idealna. Ta „utrata wartości" przysługuje Państwu przy braku winy, ale liczona jest tylko przez ekspertyzę. Na pojazdach klasy średniej szybko 500–2000 €.
Z samą wyceną ubezpieczyciel może obcinać pozycje, a Państwo nie mają czym kontrować. Ekspertyza dokumentuje każdy krok pracy — ubezpieczyciel musi w sposób śledzalny uzasadnić cięcia.
Jeśli ubezpieczyciel nie płaci lub płaci częściowo i trzeba pozwać: wycena w sądzie praktycznie nie ma mocy dowodowej. Ekspertyza niezależnego, certyfikowanego rzeczoznawcy — ma.
Koszty prawnika prawa drogowego również pokrywa ubezpieczyciel sprawcy — ale tylko gdy istnieje ekspertyza uzasadniająca nakład. Z wyceną sami Państwo płacą prawnika.
W dokładnie jednym przypadku: prawdziwe drobne uszkodzenia poniżej 750 € kosztu naprawy — lekka rysa lakieru, drobne wgniecenie. Tu pełna ekspertyza byłaby nieproporcjonalnie droga (ok. 600–800 €), a ubezpieczyciel też nie pokryłby tych kosztów w pełni.
Dla takich przypadków istnieje krótka ekspertyza — oszczędne, ekonomiczne rozwiązanie z najważniejszym z pełnej ekspertyzy. Więcej o krótkiej ekspertyzie.
Zanim coś prześlecie ubezpieczycielowi:
Opiszcie sprawę krótko — uczciwie powiem, czy potrzebna ekspertyza czy wystarczy krótka. Pierwsza rozmowa bezpłatna.